Dziś trudno uciec od reklam. Są na ulicach, przy drogach. Wyskakują z telefonu, z radia i, gdyby mogły, pewnie też z czajnika. Muszę przyznać, że mnie bardziej irytują niż zachęcają do zakupu. Tym ciekawsze było moje odkrycie podczas opracowywania książki z 1935 roku. Na jej końcu zamieszczono pokaźny blok reklam, który przyciągnął moją uwagę. Przedwojenni "copywriterzy" również nie mieli oporów przed składaniem śmiałych obietnic, ale robili to inaczej niż dziś. Przede wszystkim: liczył się konkret. Potrzebujesz pieca? Masz cenę, rysunek i adres sklepu. Bez opowieści o tym, że po zakupie pieca odmieni się twoje życie i naprawią się relacje rodzinne ;-). Z drugiej strony ton reklam bywał zaskakująco stanowczy. Producent Meridolu nie zachęca, tylko wręcz instruuje: "żądaj" naszego produktu w aptece lub drogerii. Bez dyskusji! Do tego dochodzi ciekawa forma: różne kroje pisma, wyraźne nagłówki, ilustracje w stylu art déco. Całość czytelna, uporządkowana, estetyczna. ...
Blog o zbiorach historycznych Pedagogicznej Biblioteki Wojewódzkiej im. KEN w Warszawie. Książki udostępniamy w Narodowej Bibliotece Cyfrowej POLONA